Massachusetts

poleć serwis drukuj

„Owoce zależą od Boga”

04-15-2018

Archiwum ks. W....
Archiwum ks. W....
Archiwum ks. W....

Jak to jest pracować na misjach? Ks. Wiesław Tworzydło, polski misjonarz w Peru, postanowił uchylić nieco rąbka tajemnicy, spowijającej jego pracę. Przed Świętami Wielkanocnymi misjonarz wygłosił rekolekcje w polskich parafiach w Webster i Worcester. Przy okazji opowiedział o tym, jak trafił do Peru i co motywuje go do codziennego głoszenia ewangelii. Nawet na poziomie prawie 4,000 metrów nad poziomem morza…

Jak ksiądz z Polski trafił na misję do Peru? Skąd takie powołanie?

Jestem księdzem diecezji tarnowskiej. Pochodzę z wioski Królówka, koło Bochni, nie z samego Tarnowa. A 22 lata temu wyjechałem na misję do Peru...

Gdy byłem w seminarium, chyba na 4. roku z 6 lat, bo tyle trwa w Polsce przygotowanie do kapłaństwa, przyjechał do nas biskup z diecezji Huancavelica w Peru prosić o księży. W odpowiedzi na jego apel pojechało do Peru dwóch księży. Gdy dokończyłem swoją naukę w seminarium, byłem tylko na jednej parafii w Polsce, w Limanowej, w Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej. Potem już wyjechałem do Peru. I tak do teraz pracuję na misjach w Peru.

Jak wygląda ta codzienna praca?

To jest bardzo zróżnicowany kraj. Zupełnie czym innym jest praca na wybrzeżu, praca w górach albo w części tropikalnej Peru – Amazonii. Ja od początku pracuję w górach, w Andach. Aktualnie jestem w parafii, która położona jest na wysokości 3,600 m nad poziomem morza. Mamy do obsługi ok. 50 wiosek, które położone są właśnie na różnych wysokościach. Niektóre na wysokości 2,800 m, ale też i 4,200 m n.p.m.

Ludzie w górach mają ciężkie życie, ponieważ nie można tam uprawiać ziemi maszynami. Wszystko trzeba robić ręcznie. Jest tam dużo upraw kukurydzy, ziemniaków, bobu. Ludzie w najwyżej położonych wioskach hodują zwierzęta – alpaki, lamy i konie. Z tego tam żyją. Poranki, wieczory i noce są bardzo zimne. Z kolei w dzień pali słońce. Ci ludzie są wysmagani przez wiatr, wymrożeni przez zimno, spaleni przez słońce. Najbardziej cierpią na tym oczywiście dzieci. W domach nie ma żadnego ogrzewania, nie ma prawdziwej kuchni – jest tylko palenisko, nie ma czegoś takiego, jak pościel na łóżko czy piżamy – śpią w tym, w czym chodzą, jeszcze cieplej się na noc ubierają i tak śpią. Nie ma też łazienek, zastaw kuchennych, czasem nie ma ani jednego stołu i krzesła. Domy to takie ziemianki. To jest bardzo trudne i pierwotne życie, bardzo archaiczne. Nauka dzieci stoi na bardzo niskim poziomie.

Jeśli chodzi o tę stronę duchową – co interesuje mnie jako księdza – staram się o nią dbać. Niestety, jest dużo zaniedbań, brakuje księży. Jeden ksiądz ma minimum 50 wiosek, czasem 100, a nawet 150.

Jak odbywają się msze w takich warunkach?

W większości wiosek nie ma mszy świętej w niedzielę. Kaplica, która jest zwyczajnym barakiem, nie jest otwierana. Dlaczego? Bo nie ma katechistów, którzy by nas wspomagali. Więc ta nieobecność Kościoła wykorzystywana jest przez sekty. Samozwańczy pastorowie otwierają swój kościół i tam gromadzą tych ludzi. Oczywiście dla nich jest to dobre. Natychmiast zaczynają ściągać dziesięcinę z tych ludzi i z tego żyją. Kościół nie jest w stanie zapłacić wypłaty dla katechistów. Dziesięciny nie ma w kościele katolickim. Więc gdyby nawet był katechista, to po pracy fizycznej w polu, musiałby się przygotować jeszcze na wieczór, do nabożeństwa w niedzielę. To jest dodatkowy wysiłek. Musiałby zbierać, zwoływać tych ludzi, przewodniczyć liturgii, śpiewać, modlić się. To musiałoby być całkowicie gratis.

W niektórych wioskach mamy msze raz albo kilka razy w roku. Msze święte niedzielne mamy tylko w takich miejscowościach, gdzie są gimnazja i szkoły podstawowe. Raz w miesiącu staramy się zebrać całą szkołę, tak żeby te dzieci wiedziały, kim jest ksiądz, jak wygląda msza. Żeby miały pojęcie wizualne i żeby się pomodlić. I żeby być z tymi ludźmi.

Gdzie dokładnie ksiądz mieszka?

Mieszkam w diecezji Huancavelica. Miejscowość nazywa się Huando. Mieszkamy w bazie misyjnej na wysokości 3,600 m nad poziomem morza. Jest nas dwóch. Mamy tam kancelarię. Jeśli ludzie potrzebują coś od nas, przychodzą i przyjeżdżają. Czasem idą na nogach dzień albo pół dnia. Często jest tak, że gdy ludzie przychodzą do nas po sakrament małżeństwa, po kilkunastu latach życia razem, wychodzi na to, że nie umieją ani pisać, ani czytać, nie mają chrztu jeszcze. W trakcie przygotowania trzeba udzielać im powoli pouczeń. Mają się nauczyć tego, czego nie potrafią. Czasem muszą się nauczyć czytać. W dniu ślubu trzeba ich ochrzcić, trzeba udzielić pierwszej komunii i bierzmowania, i dopiero wtedy ślubu. Tak samo często chrzcimy na ślubie ich dzieci.

Naszymi najlepszymi współpracownikami w ewangelizacji są nauczyciele religii, którzy uczą w gimnazjum. Nauka jest finansowana przez rząd. W szkole staramy się wychwycić wszystkie dzieci, które nie są ochrzczone, a jest ich bardzo dużo w wieku od 12-16 lat. Później pierwsza komunia i bierzmowanie. Gdy w szkole nie udało się nam tych sakramentów udzielić, to pojawią się dopiero jak będą chcieli zawrzeć ślub.

Ilu polskich księży pracuje w Peru?

W bliskich mi diecezjach krążą takie statystyki, że w całym Peru jest około 60 polskich misjonarzy, których oczywiście nawet nie znam, bo kraj jest większy prawie 4 razy od Polski i nie ma możliwości spotkania się. W diecezjach, które są blisko mojej, pracuje około 15 księży polskich z różnych diecezji, zwłaszcza z południowych. Na południu Polski jest w ogóle więcej księży. Zdarzają się też z północy, głównie z Białegostoku.

Jak to się stało, że ksiądz przebywał ostatnio w Stanach Zjednoczonych?

Moim kolegą ze szkoły podstawowej i seminarium jest ksiądz Ryszard Polek, proboszcz w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Worcester. Po ukończeniu seminarium każdy z nas poszedł w inny region diecezji tarnowskiej. Ja wyjechałem później do Peru, a on tutaj, do USA. Kiedy byliśmy na wakacjach w naszych rodzinnych stronach, zaproponował mi, żebym w czasie Wielkiego Postu wygłosił rekolekcje w jego parafii, do Polaków, zaprosił mnie, więc przyjechałem.

Jeśli ktoś by chciał pomóc księdzu w pracy, w jaki sposób można to zrobić?

Najlepiej kontaktować się z księdzem Ryszardem Polkiem, proboszczem z Worcester. On wie, jak przekazać pomoc dla mojej misji w Peru. Mój pobyt w Stanach Zjednoczonych wiąże się nie tylko z wygłoszeniem rekolekcji, ale też z prośbą o wsparcie finansowe. Na misjach parafia, w której jesteśmy, nie jest samowystarczalna. Około 20% kosztów całej pracy i życia misjonarza pokrywa diecezja. Resztę musimy zdobyć na zewnątrz, więc jeździmy do Polski czy do innych krajów, jak nas ktoś zaprosi i chce nas wspomóc. Teraz żyjemy głównie dzięki intencjom za zmarłych z Polski. W diecezji tarnowskiej jest taki zwyczaj, że zamiast kwiatów, kto chce, idzie do zakrystii i zamawia przed mszą świętą dodatkową mszę za zmarłego. Czasem jest tak, że może być aż 100 albo i więcej intencji na pogrzebie jednej osoby. Księża z Polski nie są w stanie wszystkich mszy sami sprawować. Dzięki temu żyjemy, bo oni te intencje przekazują misjonarzom.

Pomoc materialna jest potrzebna. Bez niej byśmy nie przeżyli. Ufamy Opatrzności Bożej, bo przez te ponad 20 lat jak jestem w Peru mogliśmy żyć i pracować i zrobić bardzo, bardzo dużo rzeczy. Za to chcę podziękować tym wszystkim, którzy wspierają misje. Chciałbym podziękować wszystkim ofiarodawcom, którzy wspierają misje, nie tylko materialnie, ale i modlitwą. Chcę zapewnić, że każdego dnia modlimy się za naszych dobrodziejów duchowych i materialnych.

Jakie jest najprzyjemniejsze wspomnienie księdza z pracy na misjach? Jaką ksiądz ma motywację, by codziennie wstawać i działać dalej?

Ludzie w górach, gdzie pracuję, są ogólnie dobrzy i życzliwi. Może czasem się znajdzie ktoś, kto ma inne nastawienie do nas czasem, ale ogólnie są życzliwi, dobrzy. Potrafią podzielić się tym, co mają na co dzień. Żyją w wielkiej biedzie. Czasem, jak idziemy do wioski, potrafią przynieść kawałek kukurydzy czy sera, parę kilo ziemniaków. Dzielą się tym, co mają. Są bardzo wdzięczni za naszą pracę, naszą służbę. Dzieci bardzo garną się do nas. Chcą poznawać Biblię, katechizm, nauczyć się modlitw, nauczyć się śpiewać. To nas motywuje. Jest ta otwartość i ta chęć, by polepszać tę sferę duchową. Jest dużo innych motywacji, nawet gdyby nie było tej odpowiedzi, to ziarno trzeba siać. Kiedy to ziarno wzrośnie, nie wiemy, ale Bóg wie. To on daje wzrost i trzeba siać, trzeba pracować. Kiedy będą owoce – to zależy od Boga.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Bolec

wróć

Fotorelacje

53. Polsko-Amerykański Festiwal w Amerykańskiej Częstochowie

Po raz 53. w Amerykańskiej Częstochowie odbył się Polsko-Amerykański Festiwal. Festiwal tradycyjnie trwał przez pięć dni, a zabawa rozłożona była na dwa pierwsze weekendy września. W tym roku przypadło to na dni 1, 2, 3 września (Labor Day Weekend) oraz na kolejny weekend – 8 i 9 września. Tegoroczny festiwal zgromadził na terenie Sanktuarium ponad 22,000 ludzi. Fot. czestochowa.us

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com